Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
X

Bądź na bieżąco

Zapisz się na nasz newsletter

Sponsorzy i partnerzy

Czy to właśnie tak ma się skończyć?

2019-03-08 autor: Dorota

Moja historia jest dość długa i nie do końca jasna. Nawet dziś. Rozpoczęła się dwa lata temu, oczywiście złym wynikiem cytologii. Kolposkopia, wycinek. Wyniki badania histopatologicznego - HSIL szyjki macicy; zalecenia - konieczna dalsza diagnostyka. Od mojego lekarza dowiedziałam się, że jestem młoda (wtedy miałam 25 lat), więc wystarczy raz na pół roku zrobić cytologię, później kolposkopię, to była wg niego dalsza diagnostyka. Niezmiernie szczęśliwa wróciłam do domu. Nie brałam nawet pod uwagę, że mnie może dotknąć jakakolwiek choroba, przecież wszyscy mówią, że jestem młoda, rak szyjki macicy rozwija się latami, to niemożliwe. O całej sytuacji zdążyłam zapomnieć. W tym samym czasie rozpoczęły się moje problemy z infekcjami intymnymi. Bakteryjne, grzybicze, bakteryjno-grzybicze. Non stop. Miesiącami leczona byłam w ciemno, o cytologii nie było mowy, bo "bez sensu, jest infekcja, cytologia wykaże tylko stan zapalny". Dopiero któryś z kolei lekarz wykonał mi badania na posiew, badanie DNA wirusa HPV, białka i te sprawy. Po roku od wykrycia HSIL w końcu udało mi się zrobić cytologię, która (o dziwo i odpukać) wyszła dobra. W badaniu genetycznym białek P - 16 detekcja +. Białko Ki 67 + w ok. 70%. Wnioski - infekcja wirusami HPV 56 i 58 jest przetrwała. Dowiedziałam się, że może się okazać, że nigdy nie wyjdą zmiany dysplastyczne przednowotworowe, ale należy zachować czujność. Wtedy moja czujność została uśpiona wszechogarniającym szczęściem, że żyję. Poznałam mężczyznę mojego życia. Nie w głowie były mi myśli o chorobach. Przecież nic mi się nie działo, czułam się cudownie, moje życie nabrało sensu. Kilka miesięcy temu wyjechałam za granicę, tam wszystko zaczęło się od nowa. Nieustanne infekcje intymne, doszły problemy z pęcherzem. Na jakiś czas pomógł gynazol i furagina, jednak nie na długo. Między ostatnią miesiączką pojawiło się krwawienie. Zdecydowaliśmy się na powrót do Polski. 3 dni przed wyjazdem zaczęłam czuć dziwne parcie na pęcherz i ból w podbrzuszu. Od razu po przyjeździe wizyta u ginekologa, gdzie dostałam monural oraz fluomizin, bez jakichkolwiek badań. Po skończonej kuracji, która nie dała żadnych efektów, wręcz przeciwnie - bóle podbrzusza się nasiliły, doszły bóle w okolicach lędźwiowych, ból w pachwinach, parcie na mocz, dreszcze, czasami pieczenie cewki. Swędzenie i upławy z pochwy. Z płaczem wybłagałam innego lekarza o cytologię i badania na posiew. Badanie usg nie wykazało żadnych niepokojących zmian. Lekarza rodzinnego wyprosiłam o badanie krwi i moczu.

Cofnij