Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
X

Bądź na bieżąco

Zapisz się na nasz newsletter

Sponsorzy i partnerzy

RSM

2007-02-13 autor: Barbara

Wtorek, 13-ty luty 2007-to od długich trzech miesięcy najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Otrzymałam wyniki. Jestem zdrowa. Czarne chmury zaczęły zbierać się nade mną w listopadzie. Zupełnie przypadkiem trafiłam do ginekologa. Wcześniej zglosiłam się do lekarza rodzinnego z zupelnie innymi dolegliwościami, konkretnie z częstymi i nasilającymi sie bólami glowy. Zlecił mi przebadanie się u rożnych lekarzy specjalistów, w tym u ginekologa. Tam trafiłam na końcu. Ginekolog nie kojarzył mi się z niczym przyjemnym. Wstyd sie przyznać - nie pamiętam, kiedy byłam u niego ostatni raz. Prawdopodobnie jak tysiące innych wykształconych Polek, sądziłam po prostu, że "takie" choroby mnie nie mogą dotyczyć. Nie mam przecież niepokojących objawów, nic mi nie dolega, prowadzę higieniczny tryb życia. Jest więc ok. Lekarka, do której trafiłam,całe szczęście zajęła się mną tak jak trzeba. Od razu zrobiła badania cytologii. Potem natychmiast zadzwoniła do mnie z informacją, że coś się dzieje. Zleciła dalsze badania i już wtedy zaczął zawalać się mój świat. Wprawdzie podtrzymywała mnie na duchu, twierdząc, że to jeszcze nie rak, ale zmiany prowadzące do raka. Nie było to dla mnie całkowitym uspokojeniem. Należało się tymi zmianami zająć oczywiście operacyjnie. I wtedy trafiłam na innego lekarza-cudownego człowieka. Najpierw pobrał mi wycinki do badania histopatologicznego. Wszystko rozgrywało się przed Świętami Bożonarodzeniowymi. Nie było wtedy dla mnie przygotowań, nastroju, nie mogłam o niczym innym myśleć, jak tylko o moim zdrowiu. Mój lekarz przyznał potem, że bardzo bał się o moje wyniki, nie wyglądało to dobrze. W piątek, przed Świętami, nadeszła dobra informacja. Wynik brzmial mniej więcej: dysplazja szyjki macicy, nie wyklucza się dalszych zmian. I trzeba było mnie jak najszybciej operować. Wiedziałam, że każdy dzień jest dla mnie b.ważny. Ale wszystko przeciągało sie o kolejny miesiąc(miesiączka, terminy w szpitalu)A moje nerwy sięgały zenitu. Wreszcie 24-go stycznia operowano mnie- usunięto calą szyjkę macicy. I znów należalo czekać na kolejne badania hist.Trochę przeciągało się, nie wiem dlaczego. Prawie 3 tygodnie czekalam. To były najgorsze tygodnie w moim życiu. Nie będę pisała już o moim samopoczuciu i zachowaniu w domu- byłam nie do zniesienia... Wreszcie dziś mogę się uspokoić, moge wrocić do spokojnego życia, do rodziny, do planów i marzeń. A było o krok.... jeden krok. Pomyśleć, że można było tego wszystkiego uniknąć. Wystarczyło regularnie chodzić do lekarza. Mojej corki(22 lata) nie musialam dlugo namawiać na wizytę u ginekologa. Jest juz po badaniu. Czeka na wynik cytologii. Można wszystkiemu zapobiec, trzeba tylko chcieć naprawdę o siebie zadbać!!! Barbara

Cofnij