Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
X

Bądź na bieżąco

Zapisz się na nasz newsletter

Sponsorzy i partnerzy

To przykre, że tak wiele kobiet umiera

2007-01-30 autor: Małgorzata

Moja mama mając 55lat umarła na raka szyjki macicy. To bardzo boliale najbardziej boli bezsilność i bezradność woec tej choroby. Mama nie pilnowała badań, ale do ginekologa chdziła po recety. W ciągu 2 lat lekrka ani raz nie zaproponowała mojej mamie badania cytologicznego. Gdy mama poszła do lekarza ogólnego skarżąc się na bóle brzucha ten zaordynował nospę. Po czekaniu 2mc na wizytę u ginekologa (brak wcześnijszych terminów w przychodni) zrobono mamaie badania i wykryto zaawasowane stadium raka szyjki macicy. mama dostała skierowanie do szpitala. Niestety po podjętch 2 próbach dostania się na oddział szpitala onkolgicznegow Krakowie trzeba było szukć prywanych kontaktów aby mamę umieścić na tym oddziale. To długa historia nie chcę jej tu dokładnie opisywać. Mama miała dwie hemioterapie i dwie serie naświetlań. Niestety nie powiodły się one. Mama i cała nasza rdzina zostaliśmy sami w domu z tą okropą chorobą. Przychodzili prywatni lekarze bo państwowa słóżba zdrowia nas zawidła, każdy umywał ręce. Lekarze przpisywali środki przeciwbólowe i nic więcej. My patrzyliśmy bezadnie na cierpienia mamy i cirpeliśmy razem z nią. Mama źle tolerowała leki, lub spała ieprzytomna. Nie mogła jeść. Doszło do zatrucia organizmu lekami. Bliśmy bezradni, nie wiedzieliśmy o mamy robić. Wezwane pogotowie nie zabrało mamy do szptla, podano kolejn lekarstwa i nic. Posłam do przychodni, nie było lekarza w ośrodku. Wypłakałam i wybłagałam wizytę domową. Jak przyzedł lekarz nie okazał oburznia, że cały czas było leczenie prywatnie ateraz "jak już jest koniec to wzywacie lkarza z biednej przychodni" - to słowa lekarza. Nawet jak teraz piszę tesłwa to płaczę. Nie wytrzymałam i wtedy rozpłakałam się i opowiedziałam otym jak nit nam nie chciał pomóc jak nikt nami się nie zaitersował. Wtedy ten lekarz skierował nas do Hospicjum Św.Łazarza w Krakowie. Pojechałam tam przywiozłam lekarkę i wtedy zaczoł się dopiero nowy okres w chorobie mamy. Lekarze,pielegniarki zaopiekowali się mamą. Nam wytłumaczono jaki zajmować się mamą, co podawać jej do jedzenia, ja będzie wyglądał przebieg choroby. Pomagano nam w załatwianiu pielch, lekarst. Dostosowywano dawki leków do stadium choroby. Całą rodzinę objęto opieką psychologiczną. Mamę cały czas traktowano jak człowieka a nie przypadek. Panie pielęgniarki mówiły do mamy po imieiu. Przy badaniu czy myci dbano o jej godność. Naprawdę jestem barzo wdzęzna tym wsystkim sobą hospicjum nie wiem co zrobilibyśmy bez nich. był to dla nas bardzo trudny okres ale dzięki ich pomocy mogliśmy go przetrwać a mama mogła umrzeć godnie bez bólu i przy swoim mężu i córkach. Wiem teraz jak ważna jst wiedza na temat tej choroby, jak ważna jest profilaktyka. Wiem,że gdy dowiadujemysię że jesteśmy chorzy lub chory jest ktoś bliski jesteśmy bezradni. Ważna jst pomoc nawet w bardzo prostych rzeczach i wiedza o tym jak ta choroba przebiega. Pozdrawiam i dziękję wszystkim którzy niosą pomoc innym.

Cofnij