Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
X

Bądź na bieżąco

Zapisz się na nasz newsletter

Sponsorzy i partnerzy

Jak odnaleźć wzór kobiecości i seksualności w czasie choroby?
2013-06-13 22:00:00

Wizerunek kobiecości i seksualności bezwzględnie łączy się z kulturą – to ona wytwarza wzory, do których kobiety się odnoszą i według których oceniają siebie, swoje życie czy wreszcie siebie nawzajem. Współczesna kultura stawia bardzo wysokie wymagania przed kobietami w każdej dziedzinie życia.


 Szczególny nacisk położony jest na wygląd zewnętrzny, atrybuty kobiecości itp. Dodatkowo przesiąknięcie całej kultury wzorami kobiecości o bardzo wyraźnym nacechowaniu seksualnym powoduje, że kobiety bardzo często czują się zagubione. Wpływa to także na poczucie własnej wartości.

 

Dlatego walka z chorobą nowotworową, to też częściowe zmaganie się z kulturą, czyli oceną siebie w odniesieniu do rozpowszechnionych wzorów kobiecości. Postanowiłam zapytać Martę Niedźwiecką, która prowadzi m.in. warsztaty dla kobiet dotyczące seksualności i pomaga im odkrywać drogę do ich własnej definicji kobiecości, m.in. o to jak zbudować poczucie własnej wartości w czasie choroby nowotworowej.

 

 

Ewelina Stępień: Zadam Ci z pewnością najpopularniejsze pytanie, z jakim się spotykasz  - jaki wizerunek kobiety i kobiecości dominuje w Polsce w XXI wieku?


Marta Niedźwiecka, sex coach: Jestem pewna - jako antropolog kultury i jako osoba zajmująca się seksualnością od długiego czasu, że wzorce kultury dotyczące kobiecości i seksualności są niesłychanie, radykalnie negatywne wobec Polek.  

 

Na kształtowanie się wizerunku kobiecości, seksualności i ról społecznych miał bardzo duży wpływ etos katolicki. Są tego pozytywy i nie jestem na tyle ślepa, żeby nie widzieć zysków płynących z empatii, opiekuńczości i powszechnie znanej gościnności, czyli to czym kobiety są w stanie dzielić z innymi. Ale oprócz cech pozytywnych są także cechy negatywne. Najpoważniejszym minusem jest fakt, że pomimo iż żyjemy w XXI wieku w Polsce jest bardzo mało nowoczesnych wzorów kobiecości. Żeby było jasne - kobiecości nie utożsamiam z seksualnością – choć są to pojęcia, które się wzajemnie uzupełniają. 

 

W Polsce ciągle jeszcze bardzo głęboko są zakodowane dwa modele kobiecości. Pierwszy z nich to matka. Matka jest czysta, poświęcająca się, wypełniona miłością, aseksualna, realizuje społeczne skrypty związane z zadaniami prokreacyjnymi. I niestety jest to figura silnie wpisana w patriarchat. Ma ona bardzo liczne zobowiązania, ale ma niewiele praw. 

 

Drugą figurą jest dziewica, która odznacza się czystością i znajduje się na drodze do dorosłości. Jednak ta droga jest bardzo wyraźnie zdeterminowana. Figura dziewicy będzie zyskiwała świadomość macierzyństwa i seksualności tylko z jednym partnerem w heteroseksualnym, monogamicznym związku, którego celem będzie prokreacja. Pomiędzy tymi dwoma modelami nie ma praktycznie nic. Obok nich jest nierządnica, kobieta, która wyłamuje się z tych dwóch modeli i próbuje szukać dla siebie jakiejś odpowiedzi.

 

 

E.S.: Czyli tak naprawdę kobiety chore na raka nie mają możliwości znaleźć dla siebie miejsca?

 

M.N.: Ubóstwo tych modeli powoduje, że kobiety w czasie choroby nie znajdują swojego miejsca. Dlatego potrzeba nam dużo ról, w różnych kolorach, rodzajach, aby identyfikacja mogła przebiegać w różnych kierunkach. Potrzebny jest nam bardzo model, który nazwiemy „jestem kobietą z nowotworem. Mam udane życie seksualne z partnerem, mam szczęśliwą rodzinę i jestem w stanie walczyć z chorobą". Potrzeba nam wiele takich modeli: aktywistki, feministki, matki, które wychowują dzieci, bo to też jest nieprawdopodobna praca. Obok nich muszą się znaleźć kobiety, które wygrały z chorobą i dają innym przykład i wzór. Ale są też kobiety, które nie wygrały z chorobą, ale zostają w pamięci. I pamięć o nich jest bardzo ważna.

Im więcej modeli, im bardziej są one zróżnicowane - tym więcej kobiet w trakcie leczenia onkologicznego jest w stanie znaleźć dla siebie wzorce i motywację do określonego postępowania. Jeżeli jesteśmy zamknięte w trójkącie pomiędzy matką, która ma się poświęcić i dziewicą, będącą na drodze do zostania matką albo ladacznicą, która znajduje się poza nawiasem, to są tak naprawdę redukcjonistyczne modele zabierające szansę na identyfikacje. 

 

E.S.: Każda z nas wie, wystarczy spojrzeć na reklamowe billboardy, w jakim kierunku zmierza kobiecość i jej idealny wzór. Seksualizacja na dobre zagościła chyba już w każdym medium? 

 

M.N.: Fakt seksualizacji, powoduje, że wszystkim się wydaje, że z seksem jest super, bo wszędzie są roznegliżowane kobiety. Tak naprawdę jest dokładnie odwrotnie. Z seksem jest bardzo źle, dlatego że wszędzie jest nagość. 

 

E.S. Chcesz powiedzieć, że nie mamy żadnej rewolucji seksualnej?

 

M.N.: Wiesz to, że ktoś sfotografuje kobietę z dużymi piersiami, po to, żeby sprzedawała blachę czy samochody – to nie jest dowód na to, że mamy rewolucję seksualną. To jest przykład tego, że ktoś eksploatuje nasze ciała i pokazuje, że kobieta jest tylko ciałem o odpowiednich z góry narzuconych rozmiarach. To powoduje, że kobieta ocenia swoją wartość, myśląc o sobie, że „Twoja Kobiecość mieszka w tym, czy masz piersi, twoja kobiecość mieszka w tym, czy masz jajniki i jesteś zdolna rodzić dzieci”.

Dlatego redukcja modeli jest niesłychanie okrutna dla samych kobiet, gdyż powoduje, że jeśli nie zadziała jeden z tych czynników - to kobieta znajduje się poza naturalnym punktem odniesienia. Bo będzie kwestionowała swoją kobiecość, chociażby dlatego, że straciła jajniki.

 

E.S. Gdzie tkwi przyczyna tego, że tak łatwo poddajemy się zewnętrznym ocenom? 

 

M.N.: To zaczyna się już w szkole. Kobietom nikt nie pomaga odkryć i pomóc w odpowiedzi na pytanie: czym jest moja kobiecość i wypracować własną definicję seksualności i kobiecości.

Nikt nie pomaga młodym kobietom, odpychając temat seksualności, jakby on miał zakazić i pozbawić dziewictwa psychicznego. Jeżeli kobieta nie odpowie sobie na pytanie dotyczące tego, czym jest moja kobiecość - to jak stanie się kobietą będzie powielała społeczne wzorce kobiecości, bo nie zbudowała sobie swojej własnej definicji i przekonania, że moja kobiecość mieszka we mnie i ja wiem, jak się ona realizuje. Dotyczy to na przykład tego, że jestem gruba i postanawiam taką zostać, gdyż fakt, że będę chuda nie spowoduje, że będę szczęśliwsza. Czyli rozumiem, że moja siła, moja kobiecość mieszka w czymś innym niż w rozmiarze. Tylko to przekonanie o swojej wewnętrznej sile trzeba zbudować w okresie dojrzewania. Jeśli się tego nie zrobimy to dążymy do ideału: blondynka, 182cm, stosunek talii do bioder uniemożliwiający normalne funkcjonowanie, duże piersi i szczupłe nogi.  Odpowiedni wyraz twarzy i ułożenie ust – wszystko jest zdefiniowane. Jeśli tego nie masz, to wypadasz. Co więcej nawet kobiety, które to mają, posiadają te atrybuty kobiecości tylko przez chwilę, bo te wzorce, które są na plakatach wyglądają tak przez parę lat. Wystarczy, że taka kobieta zachoruje i starci włosy albo cokolwiek. Jeszcze chwilę temu byłam atrakcyjna  i mężczyźni się za mną oglądali. A teraz? Nasze ciało się zmienia. Rodzę dziecko, choruję, tracę włosy  - i wtedy przestaję być kobietą. Gdyż nie mam wewnętrznych w sobie alternatywnych przekonań. Mimo, że zostaję człowiekiem godnym uczuć oraz akceptacji i mam swoje miejsce w społeczeństwie, to nie muszę tego czuć. A przecież tak naprawdę kobiecość nie zależy od tego, czy usunięto mi jajniki, szyjkę macicy – bo to nie w jajniku mieści się twoja esencja.

 

E.S.: Nie oszukujmy się większość z nas – ja także, patrzę na kobiety w reklamach i się porównuję. Czy istnieje szansa na wypracowanie własnego wzoru kobiecości, bo niestety raczej nie możemy liczyć na edukację seksualną?

 

M.N.: Każda kobieta powinna wypracować swoją własną, indywidualną definicję. Jest parę ważnych czynników, które trzeba wziąć pod uwagę. Przede wszystkim obiektywny poziom wiedzy na temat kobiecości i seksualności w ogóle. Ja wiem, że to brzmi trywialnie, ale nikt tego kobietom nie daje. Bardzo ważna jest rzeczowa, nieideologiczna wiedza na temat anatomii i struktury potrzeb. Mogą to być książki i portale. Coraz więcej osób robi to także  zawodowo m.in. ja i niesie podstawową edukację. Prace pisane poza Polską są jednym z najlepszych źródeł wiedzy np. książka „Zdrowie kobiety”, która opisuje cykl życia kobiety – od urodzenia do późnej starości. Drugim ważnym elementem jest wsparcie ze strony innych kobiet. Nie da się zbudować siły i zaufania do kobiecości – jeśli czujesz, że inne kobiety są  twoimi wrogami. Ważnym czynnikiem jest szukanie bezpiecznych miejsc, kręgów kobiet, żeby czuć, że kobiety są źródłem wsparcia. Jestem wielką fanką warsztatów rozwojowych. Dzięki temu możemy uniknąć kardynalnych błędów. I to jest trzecia metoda - warsztaty. Celem warsztatów jest zbudowanie sobie takiej świadomości i czucia, które z nami zostaną niezależnie od wydarzeń.  Potrzebujemy weryfikować konstrukty kobiecości w zależności od tego, jak się zmienia nasze życie. Jednym z przykładów są doświadczenia graniczne, czyli właśnie choroba, która przenosi nas na inną stronę rzeczywistości. 

 

E.S.: Tylko, że jest pewna grupa kobiet, która nigdy nie weźmie udziału w warsztatach czy nie przeczyta książek o kobiecości. 

 

M.N.: Cóż, zawsze będzie grupa ludzi, którzy stwierdzą, że to nie dla nich. Nikt nie przeżyje za nas naszego życia i to my jesteśmy za nie odpowiedzialni. Jeżeli nie chcemy wziąć do ręki książki, wyjść do ludzi, to to jest jakiś rodzaj wyboru. 

 

E.S. Jak w czasie choroby, gdy często bardzo ciężko jest nam wstać z łóżka, poszukiwać swojego, jak powiedziałaś niedostępnego w Polsce wzoru kobiecości? 

 

M.N.: Choroba z bardzo wielu powodów izoluje i wyjmuje poza nawias. Kobiety w domach są same, tam też samotnie cierpią. W czasie choroby wiele z nas mówi: ja sobie sama dam z tym radę. Tylko po co? Musimy się otworzyć na bycie do bycia z ludźmi i nie wstydzić się choroby nowotworowej. Odnajdźmy grupy wsparcia onkologicznego, chodzić na warsztaty rozwojowe w chustce czy bez. Powiedzieć sobie: Tak jestem chora i szukam swojej drogi. Nie możemy wchodzić w kliszę ja sobie tu sama wszystko ogarnę i dam radę. To jest dodatkowe obciążenie psychologiczne, którego nikt nie musi znosić, bo to niczemu nie służy. Fizyczna niemoc trwa jakiś czas, psychiczna rezygnacja to wybór, którego każda z nas dokonuje na własną rękę. 

 

E.S. A co z kobietami z małych miejscowości, gdzie każda „inność” budzi zdziwienie?

 

M.N.: Nawet w dużych miastach w Polsce inność nie jest kategorią mile widzianą. I ja rozumiem, że to jest ciężki temat, ale z drugiej strony myślę sobie - czy kobieta, która spogląda w oczy najgroźniejszemu przeciwnikowi powinna się martwić, co mówią o niej sąsiedzi? Czy oni mają prawo oceniać postępowanie osoby, która jest na polu bitwy o własne życie? Oddzielnym tematem jest to, czy w niewielkich miejscowościach jest dostęp do wiedzy i warsztatów, właśnie dla tych, które się odważą. Sama staram się pracować także w tym kierunku i mam nadzieję, że będzie z tym coraz lepiej. 

Rozmawiała Ewelina Stępień