Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
X

Bądź na bieżąco

Zapisz się na nasz newsletter
dodaj

Sponsorzy i partnerzy

Na przekór lękom!
2014-07-22 00:00:00

Wszyscy, bez względu na to jak wydajemy się odważni i nieustraszeni musimy stanąć twarzą w twarz ze swoim lękiem. Każdy się czegoś boi, ale nie każdy się do tego przyznaje. 


 

W końcu uczeni jesteśmy, że bać się nie przystoi. Rodzice chcą mieć silne i odważne dzieci, ale jednocześnie... ostrożne. Przecież sami się boją. Ostrzegają: uważaj na siebie! Zakazują: nie idź tam, nie rób, nie wchodź! I mnożą zagrożenia: nie połam sobie nóg! Nie spadnij! Bo wpadniesz pod samochód! Bo Cię ugryzie, ukąsi, ukłuje, przewróci, uderzy!  Przewidują nasze przyszłe potknięcia, guzy, zdarte kolana, w wyobraźni tworząc najczarniejsze scenariusze w których gramy główne role. W ich troskliwych słowach: „uważaj na siebie" kryje się komunikat:  „Boję się, że sobie nie poradzisz." Zdaniem Alexandra Lowena, twórcy bioenergetyki, to właśnie w ten sposób powstaje nasz podstawowy lęk -  "lęk przed upadkiem". Oto w krótkim czasie nabieramy przekonania: świat jest niebezpieczny. Potencjalnych źródeł lęku odnajdujemy bez liku, bać się można dosłownie wszystkiego. Ciemności, złych ludzi, zwierząt, środków lokomocji, wind, słońca, burzy, szkoły. Boimy się więc życia i jednocześnie śmierci, boimy się miłości i samotności, boimy się początków i zakończeń. Boimy się zmiany; boimy się zatrzymania rozwoju. Boimy się sukcesów; boimy się porażek. Wyparty, nieprzeżyty lęk atakuje bez ostrzeżenia, wyłaniając się z ciemnych zaułków naszej psychiki. Staje się przyczyną powstawania licznych zmartwień, wywołuje reakcje obronne na zupełnie nieszkodliwe bodźce, utrudnia podejmowanie decyzji, blokuje nasz rozwój. Tworzy poczucie zagrożenia i niepokoju, przejawiając się poprzez szereg reakcji fizjologicznych i objawów somatycznych.

 

 

Lęk odgrywa kluczową rolę w sposobie, w jaki budujemy życie, od naszych przyjaźni i karier po nasze związki oraz zdrowie naszego ciała. Rezygnując z czegoś, nie podejmując wyzwań, nie wiemy nawet, że się boimy. Ilekroć wkraczamy w obszar nieznany, wyłania się lęk. Czasem dosłownie paraliżuje nas, zatrzymuje w miejscu, krępuje wszelki ruch. Za ten opór odpowiada nasz mózg emocjonalny, zwany też układem limbicznym. Ta część mózgu ma pięćdziesiąt milionów lat, jest młodsza genealogicznie od mózgu gadziego z którym ściśle współpracuje i starsza od kory mózgowej. Mózg emocjonalny to sztywny, nieustępliwy opiekun, który dba o nasz dobrostan i dąży do bezpieczeństwa za wszelka cenę. A "bezpiecznie" oznacza dla niego "tak samo jak dotąd", ponieważ każda zmiana niesie potencjalne ryzyko. Będzie nas karmił najczarniejszymi wspomnieniami i fantazjami rodem z horroru by wyzwolić lęk, a w konsekwencji powstrzymać przed podjęciem działań. Wraz z mózgiem gadzim błyskawicznie przejmie kontrolę nad całym organizmem, jeśli tylko zwęszy choćby ślad zagrożenia. Dla mózgu gadziego może to być realne lub wyimaginowane zagrożenie fizyczne. Dla mózgu emocjonalnego – lęk przed wykluczeniem, utratą więzi, czy choćby najdrobniejszą życiową zmianą. Błahostka jak podjęcie decyzji o regularnych treningach może zaalarmować naszego nadgorliwego "opiekuna". Chcąc poprawić kondycję fizyczną, zakupiliśmy oto karnet na siłownię. Jednak dzieje się coś osobliwego: za każdym razem gdy nadchodzi czas treningu, zaczyna boleć nas głowa, coś ważnego nam wypada , z łatwością pojawia się powód by aktywność sportową zacząć "od jutra". Możemy być pewni, że do akcji wkroczył mózg emocjonalny dążąc do tego, by wszystko pozostało tak jak dawniej. 

 

 

Z tego powodu wielu z nas przez większość życia tkwi w dobrze sobie znanym miejscu, tzw. "strefie komfortu". To stan w którym pozornie nic nam nie zagraża, czujemy się̨ bezpiecznie i pewnie. Jeżeli działania, które podejmujemy, są̨ nam znane, często powtarzane i możemy z dużą dokładnością przewidzieć ich rezultaty, to poruszamy się̨ właśnie w strefie komfortu. To co robimy nie wiąże się wówczas z ryzykiem i niepewnością. Mamy stałą posadę gwarantującą nam bezpieczeństwo. Brak pasji? Nieistotne, ważne, że nie musimy mierzyć się z czymś nagłym i niespodziewanym. Ta sama od lat grupka znajomych, ten sam schemat dnia. Ten sam partner - nawet jeśli jest agresywny i stosuje przemoc, przynajmniej znamy go dobrze i wiemy jak z nim postępować.  Paradoksalnie jednak, decydując się na pozostanie w tej strefie, ryzykujemy dużo więcej. Wybierając wyłącznie sprawdzone i utarte ścieżki, realizując w swoim życiu przewidywalny scenariusz, nie dajemy sobie szansy na rozwój. Przestajemy marzyć, stawiać sobie cele i wyzwania. Nie dostrzegamy pojawiających się możliwości, negujemy to co nowe. Nie korzystamy w pełni ze swojego potencjału, unieważniamy swoje zdolności, sami stawiamy sobie ograniczenia. Żyjąc w ten sposób nieuchronnie skazujemy się na rutynę, stagnację, apatię, poczucie braku sensu, a nawet depresję. 

Zmiana to nowe okoliczności, a w nowych okolicznościach możemy ponieść porażkę. 

 

 

Zdaniem Susan Jeffers, autorki książki "Nie bój się bać" wszystkie nasze lęki biorą się z obawy, że nie poradzimy sobie z tym, co nam zgotuje życie. Obawiamy się tego i wyświetlamy w głowie katastroficzne filmy, które mogłyby być zatytułowane którymś z poniższych stwierdzeń:

 

 

Nie poradzę sobie z chorobą.

Nie poradzę sobie z utratą pracy.

Nie poradzę sobie ze starością.

Nie poradzę sobie z samotnością.

Nie poradzę sobie z odrzuceniem.

Nie poradzę sobie z krytyką.

Nie poradzę sobie z tym, że zrobiłem z siebie idiotę.

Nie poradzę sobie z tym, że nie mogę znaleźć pracy.

Nie poradzę sobie z tym, że go/ją stracę.

Nie poradzę sobie z utratą pieniędzy... itd.

Nie poradzę sobie z odpowiedzialnością, jaka wiąże się z odniesieniem sukcesu.

Nie poradzę sobie z porażką.

Nie poradzę sobie z odrzuceniem... itd.

 

 

Tymczasem dopóki się rozwijamy, przyswajamy nowe umiejętności, robimy coś po raz pierwszy, podejmujemy wyzwania - strach będzie nam towarzyszył. Rozwój jest możliwy jedynie poza strefą komfortu, a to oznacza konieczność otwarcia się na ryzyko porażki. Jednak wówczas przestaje ona być niepowodzeniem, a staje się lekcją, wskazówką, okazją do dalszego rozwoju. Większość z nas odkłada realizację marzeń, które wymagają podjęcia ryzyka, do momentu opanowania strachu. Obiecujemy sobie: „Kiedy już przestanę się bać... wtedy!” Liczymy na to, że nasz lęk w cudowny sposób zniknie, ulotni się, rozpłynie . Tymczasem nic podobnego się nie wydarza.  Tylko uczciwe spotkanie ze swoim lękiem, przeżycie go, uświadomienie w pełni, pozwoli go ujarzmić i oswoić. Być może stanie się łagodny jak baranek i skłonny do współpracy. Jak tego dokonać? Bać się i...mimo to działać. Pomimo lęku, podjąć wyzwanie. Lęk przed konkretnymi sytuacjami znika wówczas, gdy się z nimi mierzymy. Nie ma innej drogi do uwolnienia się od lęku. Dobra wiadomość jest taka, że kiedy pomimo odczuwania lęku, podejmujemy działanie, wzrasta nasze poczucie własnej sprawczości i pewności siebie. Czyli kiedy się czegoś podejmujemy, nie tylko nasz strach traci na sile, ale otrzymujemy dodatkowo drogocenną nagrodę: nasza wiara w siebie wzrasta i umacnia się. Tym samym jesteśmy gotowi do podjęcia kolejnego, nowego wyzwania. Znów wkroczymy na nowy, nieznany teren i ponownie...pojawi się strach. I będzie to normalna, w pełni uprawniona reakcja.

 

 

Każdy odczuwa lęk i przed tym nie uciekniemy. Jedyne co możemy zrobić, to przemienić go z prześladowcy w towarzysza ekscytującej podróży przez życie. 

 

 

Polecane książki:

 

D.Carnegie, "Jak przestać się martwić i zacząć żyć"

S. Jeffers, "Nie bój się bać"

W. Müller, "Jak uwolnić się od lęku"

J. Wolpe, D.Wolpe, „Wolni od lęku”

P. Fortuna „Pozytywna psychologia porażki. Jak z cytryn zrobić lemoniadę” 

 

 

 

 

Autor: Anna Czarnecka - coach, trener i terapeuta; www.inner-garden.pl