witam was dziewczyny.mam 33 lata i trojke dzieci.od 10 lat zawsze regularnie robilam badanie cytologiczne,zawsze wynik byl dobry.w kwietniu tego roku zrobilam cytologie wynik mi przyszedl po miesiacu do domu,powiadomila mnie o tym moja mama telefonicznie bo mieszkam w irlandi akurat to byl dzien moich urodzin 6 maja,powiedziala ze wynik jest nie dobry ale ona dokladnie niewie o co tam chodzi,poprosilam ja zeby podala to mojej cioci ktora jest polozna zeby ona go przeczytala.nie chcialy mnie straszyc i powiedzialy ze to nic powaznego ze trzeba bedzie sie leczyc,ale co teraz jak jestem tu w irlandi,poprosilam mame zeby mi ten wynik przetlumaczyla po angielsku i wyslala faxem.po otrzymaniu go usiadlam na internet i zaczelam go analizowac wiecie czym wiecej czytalam to sliwka taka rosla mi w gardle od wstrzymywania placzu i co mialam robic czy jechac do polski czy tu dzialac w irlandi.ale poszlam do lekarza ogolnego bo oni tu zalatwiaja wszyskie sprawy pokazalam ten wynik i dala mi skierowanie do kliniki na 22 czerwca na kolposkopie.czekam i sie boje,nie chcem otym myslec, co mi to da trzeba sie trzymac mocno mam dzieci(10,8,2 lata)one mi nie daja sie zalamac.trzymam za was wszystkie kciuki,musimy sie trzymac pozdrawiam was.ewa